Najwspanialsze sporty świata

Archiwum: Luty, 2010


Surfing i windsurfing zyskują sobie miłośników w Polsce, z roku na rok ich liczba rośnie, a na przeróżnych akwenach możemy zaobserwować wzrost liczny osób pływających na różnych deskach. Najtrudniej w Polsce o amatorów surfingu, ale wynika to tylko z warunków pogodowych i wodnych. Po prostu w Polsce nie ma takich fal, aby na desce bez żagla móc spokojnie popływać. Co innego windsurfing, ten cieszy się wzięciem nawet na małych zbiornikach, przy małym wietrze. Są to doskonałe warunki do nauki i ćwiczeń przed wyjściem w morze.

Windsurferzy na spokojnej wodzie uczą się kierowania deską, oswajają z ciężarem sprzętu, a przy okazji i dobrze bawią. Kolejny, najmłodszy, a już popularny sport to kite surfing, czyli pływanie na desce z wykorzystaniem latawca. Ten sport powstał niedawno, jest najmłodszym w tej rodzinie sportów wodnych z wykorzystaniem deski. Latawce pozwalają nie tylko lepiej wykorzystać moc wiatru, pozwalają też na wykonywanie bardzo wysokich skoków. Nie są to bowiem latawce, jaki puszczaliśmy w szkole, mają więcej wspólnego z paralotniami niż z latawcami. W każdym razie przydaje się doświadczenie zdobyte w lataniu na paralotniach. Sport ten cieszy się ogromną popularnością wszędzie tam, gdzie serca zawojował surfing. Kite surfing bowiem pozwala na jeszcze wyższe skoki, jeszcze dalsze przemieszczanie się i ujarzmianie fali.

Co ciekawe, w Polsce organizowane są nawet całe wyjazdy szkoleniowe dla osób chcących się nauczyć surfingu w dowolnej wersji, tyle że na większych falach. Polskie szkoły szkolą zarówno w stosunkowo mało odległych Portugalii czy Francji, jak i w oddalonych o setki tysięcy kilometrów Meksyku, Australii. Koszt takiego wyjazdu na pewno rekompensują wspaniałe fale i pogoda, którą w przypadku tak dalekich wyjazdów ma się już zagwarantowaną.

W Polsce natomiast miłośnicy wszelkiego typu desek skazani są na łaskę i niełaskę pogody, która często płata file. Dobrze jest się zaopatrzyć w piankę, czyli kombinezon do pływania, w razie nagłego spadku temperatury przyda się nawet latem.


Od niedawna free run i parkour cieszą się popularnością również w Polsce. Parkour to protoplasta sportów ulicznych, wywodzi się z Francji, oznacza pokonywanie jakiejś trasy.

Osoby parające się tym sportem ekstremalnym nie chodzą po chodnikach, ale skaczą po gzymsach, po dachach, słowem zrobią wszystko, aby przeszkody pokonać i szybciej, sprawniej, bardziej spektakularnie dotrzeć do celu. Z kolei free run to z angielskiego wolny bieg. Ta dyscyplina powstała, kiedy osoby uprawiające parkour w Anglii zauważyły, że ich podejście nieco różni się od francuskiego. Anglicy stawiali przede wszystkim na satysfakcję z efektów, nie chodziło o szybkość pokonania trasy, ale o efekt wizualny, miało to wszystko dobrze wyglądać na zewnątrz, a osobie uprawiającej free run miało dać satysfakcję z własnej sprawności, siły, osiągnięć.

Dlatego Anglicy wyodrębnili zupełnie nowy sport, free run. Oba cieszą się rosnącą popularnością na świecie, również za sprawą wykorzystania ich elementów w grach komputerowych, gdzie bohaterowie właśnie przy wykorzystaniu technik parkour i free run przemieszczają się po swoim świecie. Oba sporty nadają się raczej dla osób wysportowanych, dobrze zaczynać nie samemu, ale w towarzystwie. Zwłaszcza, że osoby uprawiające parkour są często brane za wandali i straszone policją, dobrze być w takich momentach w grupie. Oczywiście zdarza się, że amatorzy wrażeń uprawiając te dwa sporty balansują nie tylko na granicy dachu, ale i na granicy prawa. To się zdarza, jeśli chodzi o wtargnięcie na posesję i tym podobne.

Natomiast nie tylko to, ale i to, powoduje, że sporty uznano za ekstremalne. Są one przede wszystkim niebezpieczne, bo wykonuje się różne akrobacje bez zabezpieczenia, często na znacznych wysokościach. Wypadki zdarzają się często i są dotkliwe w skutkach, dlatego na parkour czy free run powinny decydować się osoby zaprawione z kontuzjami, najlepiej uprawiające jakiś inny sport generujący kontuzje.


Zagranicą coraz częściej, a i w Polsce nie tak rzadko spotkać można młodych ludzi, którzy skaczą po ławkach, klombach, poręczach tak, jakby to była najłatwiejsza i najbardziej naturalna rzecz na świecie.

Choć wymaga to nie lada sprawności fizycznej i siły, wcale na to nie wygląda. Może dlatego, że osoby uprawiające parkour, bo o tym sporcie ekstremalnym mowa, wyglądają na bardzo zadowolone, a ruch po mieście najwyraźniej sprawia im wielką radość. Sam sport, jak i jego nazwa wywodzi się z Francji. Nazwa oznacza przemieszczanie się, sport ten inaczej nazywany jest sztuką przemieszczania się. Za twórcę uchodzi Francuz David Belle.

Sam sport polega na przemieszczaniu się, nie chodzi jednak o chodzenie po chodniku dziwnym krokiem, lecz jak najszybsze pokonywanie danej trasy, najlepiej w sposób efektowny i godny podziwu, wzbudzający ciekawość i zazdrość przechodniów. Osoby uprawiające ten sport ekstremalny nie będą szły ulicą, bo tak jest wyznaczony chodnik, i aby dojść do domu muszą kluczyć między kamienicami, aby wreszcie dojść do swojej.

Nie, osoby związane z parkour przeskoczą przez klomb, zjadą po poręczy, wykonają salto z jednego wzniesienia na drugi, przeskoczą z dachu jednego budynku na drugi. Powtórzmy jeszcze raz, chodzi o to, aby przeszkodę pokonać w sposób jak najprostszy, ale jednak pokonać (a nie obejść czy zignorować, nadkładając drogi). Z kolei w wyodrębnionym z parkour sporcie zwanym free run (z angielskiego wolny bieg) celem jest jak najbardziej widowiskowe pokonanie przeszkody. Wszystkie chwyty dozwolone, skoki, salta, inne triki, chodzi o to, aby bezpiecznie pokonać przeszkodę oraz zwrócić uwagę publiczności. Parkour stawia na skuteczność i szybkość, free run na rozwiązania jak najbardziej spektakularne. Mówi się, że oba te sporty w znaczny sposób wpływają na psychikę osób je uprawiających, ponieważ są uprawiane na ulicy, zmieniają sposób postrzegania świata, ułożenia tras dla pieszych, jednym słowem czasami zmuszają do ich ignorowania.


Osoby, które kochają góry, kochają się wspinać, a każdą wolną chwilę spędzają na ściance wspinaczkowej mogą rozważyć spróbowanie nowego sportu, jakim jest wspinaczka bulderowa. Jest to stosunkowo nowy sport powstały we Francji i w Anglii, nazwa pochodzi o angielskiego słowa oznaczającego głaz, i w istocie sport ten polega na przemieszczeniu się po głazach. Jest jednak jedno ale: jest to sport, który uprawia się bez asekuracji, jednym słowem nie ma żadnych lin, które mogłyby nas złapać w przypadku gdy poślizgniemy się albo staniemy niepewnie, możemy liczyć tylko na siebie. Jest to sport wymagający bardzo dużej pewności siebie, pewności własnych ruchów, ale przede wszystkim ogromnej siły i sprawności fizycznej. Uprawiając wspinaczkę bulderową możemy liczyć tylko na siebie. Nie przyjdą nam z pomocą żadne uchwyty czy inne technologiczne rozwiązania. Tylko my i skała.

Dlatego trasy są bardzo krótkie, dodatkowo stosuje się specjalne materace, które w razie upadku mogą nawet uratować życie. Jest to ważne szczególnie do osób początkujących, które nie mają dużego doświadczenia, a sportu tego trudno się nauczyć „na sucho”, bo po pierwsze każdy teren w naturze jest inny, a bez asekuracji możemy liczyć tylko na własny rozum i umiejętności. Stąd jest to rodzaj wspinaczki uznawany za sport ekstremalny dla osób już doświadczonych, ponieważ jest to jednak dosyć niebezpieczne.

Z drugiej strony istnieją różne techniki, dzięki którym para wspinaczy zapewnia sobie nawzajem asekurację, przykładowo głowy, górnych partii ciała i tak dalej. To buduje zaufanie i ćwiczy siłę woli, przede wszystkim wzmacnia relacje przyjacielskie między osobami uprawiającymi sport ekstremalny, jakim jest wspinaczka bulderowa. Jako jeden z niewielu, sport ten pozwala zyskać przyjaciół na całe życie, do których mamy nieograniczone zaufanie. Należy jednak pamiętać, że ambicja to w tym wypadku nie wszystko, liczy się przede wszystkim siła i umiejętności, a także ogólna sprawność fizyczna, której nie da się zastąpić żadnym sprzętem.


Jest to jeden z tak zwanych sportów ekstremalnych, bardzo młoda dyscyplina, która cieszy sie na świecie rosnącym zainteresowaniem. „Boulder” – to słowo po angielsku oznacza głaz. Jest rodzaj wspinaczki, ale na małych wysokościach. Podstawową zasadą jest fakt, iż osoby uprawiające bouldering (zwany czasami po polsku wspinaczką bulderową lub balderową) nie korzystają z zabezpieczeń, jakie są tradycyjnie wykorzystywane przez wspinaczy na skałkach. Nie ma tu żadnych linek, haków, nic z tych rzeczy.

Nie wykorzystuje się asekuracji. Odcinki, jakie trzeba tu pokonać, nie są długie, są za to bardzo trudne. Dla przeciętnej osoby praktycznie niedostępne, wydające się niemożliwe do pokonania. Oglądając w sieci filmy pokazujące wspinaczkę bulderową, widzimy, że ktoś to robi, czasem szybciej, czasem powoli, ale że ogólnie dany manewr jest do wykonania. Problemy zaczęłyby się, gdybyśmy sami zechcieli pokonać kilka skał czy głazów, podobnie jak wspinacze bulderowi. Niedoczekanie!

Raczej nam się to nie uda, jeśli nie jesteśmy bardzo silni i sprawni fizycznie. Duża siła jest podstawą do uprawiania tego trudnego, ale bardzo ciekawego sportu. Pasjonaci tej wspinaczki, jak już wspomniano, nie stosują tradycyjnych zabezpieczeń. Układają jednak materace, po angielsku nazywane crachpad, czyli podkładka chroniąca przed zderzeniem, upadkiem, które w razie upadku asekurują wspinacza. Partner, z którym się wspinamy, może asekurować głowę i inne wrażliwe części ciała, ale oczywiście nie jest to tak pewne zabezpieczenie jak w przypadku standardowych wspinaczek. Z tego powodu za wspinaczkę bulderową powinny brać się osoby obeznane ze wspinaczką tradycyjna, bardzo wysportowane, nie bojące się upadku i najlepiej obeznane z upadaniem, które uczyły się go pod okiem specjalistów lub też mają doświadczenia z innych sportów, których uprawianie łączy się z upadkami, bólem, możliwością kontuzji. Osoby początkujące nie powinny próbować wspinaczki bulderowej!